środa, 1 marca 2017

Góra lodowa


Dziś ciężki i nudny temat, jeśli ktoś nie lubi polityki nie musi czytać, niżej są przyjemne dla oka obrazki. Ostatnio w mediach dość głośno jest na temat nowelizacji prawa dotyczącego wycinania drzew na terenie prywatnym. Siekierezada śmieją się złośliwi.

Ale teraz zastanówmy się wspólnie kto jest tak na prawdę winien. Politycy? 

Rząd razem z sejmem klepnął głupią ustawę. Tu nie ma co się spierać. Założenia były dobre, ale wykonanie sami wiemy jakie. No chłopaki i dziewczyny się nie przyłożyli, prace nad projektem trwały podobno aż trzy dni. Mniej więcej na tyle dni przez sesją student robi projekt zlecony na początku semestru. Ciężko w trzy dni rozważyć wszystko, przewidzieć że tworzymy potworka który w rękach Januszów biznesu spowoduje katastrofę. Uważam, że jeśli tworzy się prawo, to nie ma co pisać go na kolanie. Ok, to mamy wyjaśnione. 

Pamięta ktoś kiedy głosowano ustawę? Niekoniecznie. Wtedy były "ważniejsze dla kraju sprawy", ludziom nie interesującym się polityką i tym z krótką pamięcią przypominam: 16 grudnia 2016. Szał świątecznych zakupów i wydarzenie które przeszło do historii polskiej polityki jako "ciamajdan". Ogólny burdel w sejmie, przy okazji głosowania budżetu, kto by się przejmował wycinką innych niż choinki drzewek? No i ustawa przeszła tuż po 23.00. Głosowało 236 posłów, z czego wszyscy za. Nie głosowało 224, bo w tym czasie okupowali salę sejmową. Czy byliby w stanie to powstrzymać gdyby głosowali, wątpię. Czy powinno się głosować o 23, uważam że nie, ale patrząc po protokołach obrad, jest to praktyka akceptowana za wszystkich kadencji. 

Podsumowując, na polityków nie mamy co liczyć. Tam chodzi o teatrzyk emocji. Jak świat światem będą głupie ustawy pisane na kolanie i będą afery nakręcane przez opozycję która nie zrobiła nic, gdy mogła je powstrzymać (ustawa przed głosowaniem ma trzy czytania). Tak było jak sięgnę pamięcią, nazwa partii determinuje jedynie obszar, w którym możemy spodziewać się głupich ustaw. Przykro tylko, że organ który odpowiada za projekt nazywamy Ministerstwem Środowiska.  

O politykach już było, teraz trochę o społeczeństwie, czyli o mnie, o Tobie, o sąsiadce z pod dwójki i o tym kretynie z reportażu w wiadomościach... 

Właśnie. Dlaczego tak się dzieje, że gdy chcemy zrobić "rzetelny" materiał o rzeczy która nam się nie podoba wybieramy do programu najgłupsze możliwie wypowiedzi strony przeciwnej? 18 lutego TVN wyemitowało materiał o przywoływanej już wyżej noweli ustawy o ochronie środowiska, która to liberalizuje wycinkę drzew na prywatnych posesjach. Mamy tam pana który "robi miejsce dla żurawia" na obszarze Natura2000 w gminie Wschowa, a robi je wycinając w pień okoliczne zadrzewienia (15 ha lasu stanowiącego podstawę powołania Natury). Na zarzuty odpowiada: „Ja jestem mordercą przyrody? Ja działam na zasadzie biznesu. Pieniądz ma wielką siłę, naprawdę to jest wielka siła". I jeszcze facet dostanie na to dopłaty z UE, skandal! No i wszystko ładnie pięknie, mamy morderczego kapitalistę, który w imię pieniędzy, korzystając z kruczków prawnych niszczy obszar cenny przyrodniczo. Cel osiągnięty w społeczeństwie wrze. 

W materiale padło jednak kilka faktów na które laik nie zwróci uwagi. Przedsiębiorca wydzierżawił od Agencji Nieruchomości Rolnych kawałek ziemi (40 ha) i dostał zapewnienie o zwolnieniu z części opłat, pod jednym warunkiem, że przywróci temu obszarowi rolniczy charakter, taki jak jest w papierach, bo w dokumentach Agencji działka, nawet te zalesione 15 hektarów Natury, figuruje jako teren rolniczy (zapewne od kilkudziesięciu lat). Jednocześnie agencja wydaje wstępną zgodę na wycinkę drzew i krzewów na omawianym terenie, zobowiązuje jednak dzierżawce do uzyskania drugiej zgody, tym razem już od burmistrza Sławy. 

Nasz antybohater już w 2016 roku starał się o zgodę na wycinkę (bo taka była niezbędna na obszarze Natura2000 i tak został poinstruowany), w listopadzie dostał negatywną opinię - wycinka wstrzymana. Przedsiębiorca odwołuje się od tej decyzji, bo takie ma prawo, jednak na kolejną decyzję już czekać nie musi. W  2017 roku zmieniają się przepisy, decyzja przestaje być potrzebna. Katastrofa ekologiczna!

Zdajmy sobie jednak sprawę z tego, że las nie rośnie w rok, na zalesienie łąki potrzeba tych lat minimum 15, sądząc po zdjęciach terenu minęło ich znacznie więcej. W międzyczasie powołano obszar Natura2000 żeby ten las chronić, nikomu jednak nie przyszło do głowy żeby przy okazji przemianować działkę z rolniczej na leśną, przecież to za dużo roboty dla urzędnika, a nikt nigdy tego nie wymagał. Takich działek o nieaktualnym statusie w Polsce jest znacznie więcej. Tym jeszcze długo nie zajmie się nikt. Powstają więc paradoksy, polegające na tym że drzewa usunąć trzeba (bo to łąka i cenne żerowisko żurawia), ale zrobić tego nie wolno (bo to las i cenne siedlisko lęgowe żurawia). 

Kto wpadł na tak genialny pomysł, żeby żurawia chronić niszcząc jego siedlisko lęgowe, tego nie wiem. Owszem żuraw lubi żerować na łąkach i polach uprawnych, ale ten las stanowił dla niego świetny teren do gniazdowania, po co go więc wycinać? Zwłaszcza, że dookoła pozostało jeszcze 25 ha terenu niezalesionego. Wątpię, że przedsiębiorca sam wpadł na pomysł, że  "robi miejsce dla żurawia", ktoś mu musiał taki genialny argument podrzucić. 

Swego czasu brałem udział w oględzinach terenów szykowanych pod dopłaty rolnośrodowiskowe, nasłuchałem się wtedy wiele opowieści o kreatywnych ornitologach (ptaka teraz nie ma, ale był tylko sobie poleciał, więc dopłaty się należą), czy naoglądałem łąk świeżych, które w rzeczywistości były wyciętymi na prędko krzaczorami i łąk świeżych nijak nie przypominały. Mimo to rolnik (właściciel) upierał się, że zna innego specjalistę, który mu na ten teren dopłaty załatwi. A ja z moim mentorem możemy spadać skoro widzimy w tym jakiś problem. I tak oto wycinając w pień cenne siedlisko ptaka, chronimy go. Taka mała patologia z gałęzi ekspertyz rolnośrodowiskowych.  

Powoli do brzegu. Jak widać temat jest bardziej złożony. Sam fakt istnienia takiego prawa to "pół biedy". Większym problemem jest fakt istnienia ludzi którzy to prawo wykorzystują do swoich celów, nie patrząc na konsekwencje. Mam tu na myśli rolników, polityków, urzędników, przedsiębiorców, a nawet niektórych ekspertów. Tak długo jak ważniejsze będą spory, teatrzyki, pieniądze, to żeby w pracy nikt nic ode mnie nie wymagał i nie patrzył mi na ręce jak zarabiam, takie rzeczy będą wypływać. Do momentu, gdy zdamy sobie sprawy, że "głupia" ustawa, "pazerny" biznesmen, lub "zły" minister to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod wodą wciąż znajduje się brak świadomości i chęci by szerzej spojrzeć na problem, a co ważniejsze chęci znalezienia długofalowego rozwiązania.

Temat wykorzystałbym jako precedens i punkt wyjścia do rozważań co w tym prawie faktycznie nie funkcjonuje jak powinno. Chronimy teren ze względu na to że jest lasem, ale z drugiej strony musimy przywrócić go do stanu łąki. Jeden urząd wydaje zgodę, ale od razu spycha odpowiedzialność na inny i tak w koło. Mamy wiele zaległości do nadrobienia, a powyższy przykład jest jaskrawym dowodem tego, że poszczególne akty prawa i instytucje nie współgrają ze sobą. 

Decyzja o tej konkretnej wycince została na szczęście chwilowo wstrzymana. Będzie inwentaryzacja przyrodnicza. Czy to coś da? Czas pokaże. 

  

Z okazji jubileuszu 20 wpisu, puszczam 8 fotek, do których od miesięcy staram się dopasować temat wpisu, ale mi nie idzie... Wybaczcie za brak spójności i "zaangażowany" tekst, ale po prostu musiałem...









6 komentarzy:

  1. Ażeś się rozpisał. I bardzo dobrze! Szczepan, takich byłych lasów jest u nas coraz więcej. W ubiegłym roku fotografowałem żurawia na gnieździe umiejscowionym w zakrzaczeniach wierzbowych, niedaleko Olsztyna. W tym roku to miejsce jest eleganckim gruntem ornym. Jeździłem kiedyś nad piękne rozlewisko śródleśne, którego też już nie ma, gdyż udrożniono stare rowy i woda spłynęła. Teraz jest tam byle jaka łąka i młodnik, bo właściciel dowiedział się o dopłatach. Masz rację, że polityka to jedno wielkie szambo, ale gdy nam to pasuje, chętnie to wykorzystujemy. PS. Świetne foty. Nie umiem wybrać tej najlepszej, więc głosuję na kota w więzieniu. Oczywiście wyłącznie z pobudek osobistych:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak człowiek nie ma zajęcia, to je sobie znajduje i się rozpisuje. Może ktoś kiedyś ten tekst zauważy i mu się przyda... :) Nie było by takich problemów gdybyśmy mieli spójną wizję tego czym teren jest i ma być w przyszłości. Nie chodzi nawet o to że drzewa wycinają, niech wycinają, ale tam gdzie jest to uzasadnione. W Polsce mamy setki hektarów cennych przyrodniczo łąk które ulegają sukcesji wtórnej, tym mało kto się interesuje. Zainteresowanie pojawia się rychło w czas, kiedy zachowanie charakteru siedliska zgodnego z papierami jest już karkołomne i wiąże się ze zniszczeniem nowo powstałego siedliska. Przyroda ma to do siebie, że nie czeka i nie bierze jeńców. Gdy zostawiamy jakiś teren samemu sobie, liczmy się z tym, że zastaniemy coś nowego, czasem nawet lepszego.Dopłaty powinny służyć zachowaniu dotychczasowego charakteru siedliska (często potrzeba do tego trochę pracy i pomyślunku), nie powinny natomiast służyć tworzeniu pseudosiedlisk w celu wyrwania kasy.

      Dziękuję za komentarz i docenienie fot. Ciekawostka, kot w więzieniu to dość stare zdjęcie, bo jeszcze z 2008 roku. Cieszę się że się spodobało, zwłaszcza że wtedy nie wiedziałem o fotografii zbyt wiele...

      Usuń
  2. Zawsze warto takie zdjęcia robić, zebrać i wrzucić na bloga, bo ogląda się miło. Szczególnie kotek, jak u mojej babci kilka lat temu. Dziś to potężny, rudy kocur :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post. Myślę, że największym problemem, z jakim nie jesteśmy w stanie wygrać jest ludzka chciwość i pazerność. Gdybyśmy brali od "przyrody" tylko tyle, ile naprawdę potrzebujemy, to nie byłoby tego całego syfu. Ludziom jest jednak wszystkiego za mało. Zaspakajają swoje ambicje gromadzeniem przedmiotów i coraz większej kasy. Żadne prawo tego problemu nie rozwiąże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, głupota to akurat surowiec odnawialny i zawsze go pod dostatkiem, nikomu nie zbraknie ;)

      Usuń
  4. Nie no, temat poważny, więc kotek nie pasuje (IMHO).
    A że ludzie karczują takimi narzędziami jakie im się da odgórnie - to wiadomo. Ciekawa sprawa, czytać rozpiski u kogoś kto się zazwyczaj wizualnie wyraża.

    OdpowiedzUsuń