Spotkanie o zachodzie słońca

Urlop to dobra okazja, żeby odwiedzić stare kąty. W tym roku korzystając z majówki, wybrałem się na kilka dni do rodzinnego domu - do Sarkajm. 

Chciałbym powiedzieć, że nie rozstaję się z aparatem nawet na sekundę. Skłamałbym, jednak gdybym tak zrobił. O tym ile razy nie miałem przy sobie szkła, świadczą chociażby braki w moim, pożal się Boże, portfolio. Dzięki mojemu zapominalstwu tylko w tym tygodniu nie pochwalę się zdjęciami: lisa, jeża, bobra, czapli siwej, myszołowa, bielika i zimorodka. 

W życiu fotografa przyrody, poza sprawnym aparatem przy tyłku, liczy się jeszcze jedna rzecz: łut szczęścia, czy jak kto woli przychylność matki natury. Te dwie składowe pozwalają mi dziś chwalić się fotorelacją z najdłuższego w moim dotychczasowym życiu, absolutnie przypadkowego spotkania z borsukiem europejskim.

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tym sympatycznym wszystkożercą. Kilka lat temu aktywnie biegałem, podczas jednej z wieczornych przebieżek, o szybsze bicie sera przyprawiła mnie właśnie rodzina borsuków. Nie dalej jak 4 metry przede mną, w poprzek drogi przetoczyła się karawana. Dwoje rodziców i trójka młodych ruszyła plądrować pobliskie pole kukurydzy. Była godzina 21, a samo spotkanie trwało może z 30 sekund, jednak wywarło na mnie ogromne wrażenie, z miejsca polubiłem te zwierzaki.

Nie było mi jednak dane znów się z nimi spotkać...

...aż do ubiegłej soboty. 

Około godziny 19 wybrałem się na spacer. Chciałem skorzystać z długich promieni zachodzącego majowego słońca i strzelić kilka fotek majowej łąki. Każdy pomysł jest doby, gdy cierpi się na kryzys twórczy. Łąka to moje naturalne środowisko. Ten krajobraz czuję najlepiej... 

Światło było idealne, wykonałem kilka fotek próbnych i ruszyłem wgłąb łąki. Zbyt pewnie. Spłoszyłem pasącą się na skraju lasu sarnę. Chwilę potem w trawie mignęło mi coś białego, trochę za duże i zbyt powolne na zająca. Podszedłem bliżej, a tam borsuk! Jak gdyby nigdy nic zajadał sobie śniadanie. Kontem oka zauważyłem, że to podstęp. Najstarszy został na łące dla odciągnięcia uwagi, a reszta ferajny, wraz z młodymi, w tym czasie czmychnęła do lasu. Dałem się zrobić na numer stary jak świat...

Jednak borsuk był łaskawy. Dał do siebie podejść na odległość ok. 10 metrów i nic sobie nie robił z kilkunastominutowej sesji. Po wszystkim rozeszliśmy się każdy w swoją stronę, on do lasu, ja do cywilizacji i do internetu...

Od razu zacząłem szukać informacji na temat liczebności i występowania tego zwierzaka w Polsce. Dowiedziałem się, że jest zwierzęciem łownym, że jego futro wykorzystuje się do produkcji pędzelków do golenia (dobrze, że nie korzystam), że potrafi upolować nawet kota, ale jest leniuchem i woli padlinę i ziemniaki z pola, że pozyskanie od lat systematycznie wzrasta (widocznie broda "na drwala" już nie jest taka popularna) i wiele innych typowo wikipediowych mądrości, jednak żadnych konkretów na temat aktualnej liczebności. 

Okazuje się, że od 2013 roku trwa projekt mający na celu ustalenie liczebności i zasięgu występowania wszystkich polskich ssaków, ponieważ ostatnie kompletne dane na ten temat ukazały się w "Atlasie Rozmieszczenia Ssaków w Polsce" pod redakcją prof. Zdzisława Pucka i dr. Jana Raczyńskiego z 1983 roku! No trochę to wszystko nieaktualne... Na szczęście trafiłem też na taką stronkę: 


Zgodnie z podaną tam informacją w latach 2013-2018 dokonano 27 817 udokumentowanych obserwacji Borsuka europejskiego, a są to tylko udokumentowane i zgłoszone obserwacje, a zasięg jego występowania to niemal cała Polska. Wszystkim zainteresowanym polecam zapoznać się z tą aplikacją, bo jest obiecująca (zobaczcie, gdzie obserwowano np. Niedźwiedzia brunatnego). 

 Borsuk europejski (Meles meles) na wieczornym spacerze.

 Ten osobnik nie jest zbyt płochliwy.

 Jak gdyby nigdy nic zajada sobie śniadanie.

 Nawet mu się nie dziwię, każdy chciałby jeść w takich okolicznościach przyrody.

 Teraz chwila dla fotoreporterów.

 Uwiecznij mnie, jak jedną ze swoich francuskich modelek.

 Trochę się niecierpliwił.

I na koniec portret borsuka intymny. 

Komentarze

  1. Muszę przyznać, że miałeś szczęście, ja nie spotkałam go nigdy. A do tego to złote światło, warunki marzenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Raz widziałem z daleka, a Ty mu zbliżenia robisz? Nieładnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to Tobie zimorodki na obiektyw niemal siadają, a ja mimo że wychowałem się obok istnej kolonii to nijak dobrego zdjęcia zrobić nie mogę. Ciebie lubią zimorodki, a mnie borsuki, może kwestia środowiska. Tak, nie mogę sobie tego niebieskiego skurczybyka darować... ;)

      Usuń
    2. Ale spotkanie! Szacun! Ja widziałam borsuki wielokrotnie, ale zawsze tyłem, bo te przebiegłe stworzenia, nie były dla mnie łaskawe i nie chciały pozować przodem:). W związku z tym, borsuki kojarzą mi się jedynie z komarami, bo w pobliżu ich nory aż się od nich roiło:) Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Nory nie namierzyłem do dziś, ale może to i lepiej. Rodzinka ma spokój chociaż.

      Usuń
  3. Super fotki,co do okazji to niestety coś wiem na ten temat. Chodząc z aparatem wszystko jest daleko lub ucieka,jak nie mam bądź mam schowany,zawsze coś jest pod nosem,ale nie ma jak zrobić zdjęcia ☺ pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny, długi czas miałem tak, że dystans ucieczki zwierząt znacznie przewyższał moje możliwości sprzętowe, wtedy to był hardcore.

      Usuń
  4. super widoki zapierające dech w piersciach ..

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty